astonna Nowy użytkownik
Dołączył: 16 Gru 2009 Posty: 5
|
Wysłany: Sro Gru 16, 2009 10:20 pm Temat postu: Zatruwa mi to życie |
|
|
Mój problem polega na tym, że myśli zatruwają mi codzienne życie. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Nie mam z kim o tym porozmawiać i wolałabym żeby nikt z mojego otoczenia nie wiedział o tym co mi w głowie siedzi.
Jestem szczęśliwą mężatką i mamą. Moje życie jest na dobrej drodze do stabilizacji, jedynie czego mi teraz do szczęścia jeszcze potrzeba to stała praca i drugie dziecko
Więc pojawia się pytanie w czym rzecz?
Otóż
Mój obecny mąż był moim pierwszym partnerem seksualnym Nie znałam „smaku, zapachu, dotyku” innego mężczyzny dopóki nie pojawił się ON.
Z mężem znamy się 12 lat od 5ciu jesteśmy małżeństwem.
Byliśmy parą, która słynęła z bojów i szybkich kłótni. Do tego już każdy ze znajomych zdążył przywyknąć, że zaraz się pogodzimy.
Pierwszy poważny kryzys w naszym związku zaistniał po 4ech latach znajomości. Kryzys zaowocował nową znajomością i romansem, który na krótki czas doprowadził do całkowitego rozstania.
ON był całkiem inny zaczynając od wzrostu, przez styl ubioru, zachowania, mówienia, dbania o siebie, korzenie społeczne, kończąc na więziach rodzinnych.
ON był ode mnie 2 lata starszy, ubrany „na kancik”, o wyrzeźbionym ciele opalonym solarium, o przyjemnym radiowym głosie. Na nim już dawno spoczęło moje oko. 6 lat wcześniej? To było takie moje licealne zauroczenie. ale on miał wtedy dziewczynę więc był nieosiągalny. ale jego związek też przechodził kryzys. Spotkaliśmy się wiec oboje w czasie, kiedy obojgu nam było źle. Od pierwszej naszej rozmowy czułam „coś” wyjątkowego, motylki w brzuchu. „chemia”? . nie czułam tego nigdy przedtem. chyba jedynie wtedy gdy zanim się poznaliśmy mijałam go bez słowa na ulicy.
Zaczęliśmy się spotykać. Opowiedział mi wszystko o sobie, a miał o czym bo nie był aniołeczkiem i trochę w życiu narozrabiał. Niewiele za to mówił o swojej dziewczynie, która go zostawiła „na czas wakacji” ale ON nie pozwolił jej już wrócić. Czasem mogliśmy nawet ze sobą nie rozmawiać, siedzieć jedynie oparci plecami o siebie, milczeć i wpatrywać się w morze.
Zaprosił mnie w końcu do siebie, wprowadził w świat rodziny, poznał z mamą.
Wszystko to wydaje się fantastyczne tylko, że mi nie było z tym dobrze. Wiele nerwów kosztowały mnie spotkania z NIM.
ON zaraz po rozstaniu ze swoją dziewczyną planował wyjazd za granicę. Nie chciał stałego związku natomiast nie wyobrażał sobie żebyśmy nie uprawiali censored. Przez długi czas byliśmy przyjaciółmi a nawet więcej ale nie mogę znaleźć na to odpowiedniego słowa. Natomiast prawdziwy romans zaczął się po 8miu miesiącach znajomości.
Byłam gotowa zakończyć na dobre swój związek bo nie wyobrażałam sobie, że kochając się z NIM tak na dobą sprawę z NIM nie być. Ale działo się to na co tak długo pracował. Miał mnie nie będąc w 100% ze mną. Byliśmy razem ale osobno. Nie ufaliśmy sobie. Tak na dobra sprawę ten „niby związek” stanowił we mnie sprzeczność. Chciałam z nim być ale tęskniłam za byłym partnerem. Chciałam być z nim ale równie dobrze usunęłabym się gdyby wróciła „jego miłość” z resztą sama go do tego namawiałam aby spróbowali raz jeszcze.
Cieszyłam się że mnie dotyka myśląc o tym że niedobrze mi się robi gdy dochodzi do stosunku. Sam censored nie był dla mnie przyjemnością ale sama ta otoczka. same te wydarzenia przed. Muzyka, zapach, dotyk. natomiast nie sam stosunek.
Trwało to prawie 2 lata. Wyjechał. Kontakt mieliśmy sporadyczny. Kilka zdań mailem. Parę zdjęć. Czasem telefon z okazji. to wszystko.
W między czasie wyszłam za mąż, urodziłam dziecko.
Wszystko byłoby pięknie gdyby nie JEGO żona. Ożenił się z kobietą, którą w swoim życiu pełniła już rolę rozwódki – gdy się poznali była świeżą mężatką – jak się okazało wzięła ślub tydzień wcześniej ode mnie – i na dodatek matki 2 letniej wówczas dziewczynki. Gdy się pobierali była w kolejnej ciąży z nim.
Sama nawiązała ze mną kontakt. Nie wiem co chciała się dowiedzieć. Przypuszczalnie o „miłość swojego męża” gdyż to ona teraz żyje z jej piętnem. O nas nie wiedziała nic. Jedynie że jestem jego „koleżanką” Natomiast pisała do mnie ,,twój ex” Zgodnie z tym co sami ustaliliśmy – bo skoro razem nie byliśmy to nie mogłam go nazywać „exsiem” - też wpajałam jego żonie że „koleżanka” to właściwe określenie.
O tym, że mieliśmy łóżkowe przeboje dowiedziała się przypadkiem ode mnie z czego jestem bardzo niezadowolona. Byłam zła na niego że jej o niczym nie powiedział i zła na siebie że dałam się wprowadzić w maliny. Musiało minąć parę dni aż to przetrawiła. Parę miesięcy później spotkałyśmy się.
Szczerze pisząc to, że z nią rozmawiałam wiązało się przede wszystkim dla mnie z tym , że miałam na bieżąco informacje o NIM. W ten sposób dowiedziałam się wszystkiego o NIM, co się z NIM przez ten czas działo, kim jest jego nowa rodzina i co u niego na bieżąco.
Zaraz pierwszego dnia gdy się spotkałyśmy obwieściła mi, że jej mąż również przyjedzie. Byłam zszokowana. Nie wiedziałam jak mam się zachować wiedząc, że ona ma ciągły problem z „pierwszą miłością” męża, z tym , że przyjeżdżając w rodzinne strony męża jest ze wszystkim sama. Musi się uporać z JEGO przeszłością, ze swoimi myślami i w dodatku teściową, która nie była jej przychylna.
Od początku wiedziałam że bardzo chciałabym się z NIM spotkać ale nie mogę tego zrobić w jej obecności. Nawet mi do głowy nie przyszło to że moglibyśmy się znowu znaleźć w łóżku ale chodziło mi bardziej o to co bym mu powiedziała, czy w jaki sposób na niego spojrzała.
ON nawet nie był na tyle odważny żeby przywitać się ze mną przez telefon w obecności żony. Bo jak potem napisał w mailu „ona mogłaby mu to wypominać”.
Ułatwiłam wszystkim sprawę – zdecydowałam że nie możemy się spotkać Żeby było mi łatwiej to spełnić wyjechałam z rodziną na drugi koniec Polski
Jedynie pod koniec ich pobytu dostałam od niej pożegnalnego smsa, że wyjeżdżają i że porozmawiamy na komunikatorze.
Nie mam ochoty z nią rozmawiać. Ale chciałabym wiedzieć co u nich. Teraz nie mamy żadnego kontaktu.
Mój problem leży w tym że męczą mnie myśli o NIM Nie potrafię o NIM nie myśleć. Od 6 lat się nie widzieliśmy, mamy swoje rodziny, swoje codzienne sprawy, a ja codziennie o NIM myślę.
Cieszę się że ułożył sobie życie, że ma śliczna córeczkę że jakoś mu się żyje
Jedynie co by mi wystarczyło to te zdawkowe maile, które kiedyś wymienialiśmy
Męczy mnie ten brak kontaktu ale nie chcę się odzywać.
Znowu jestem w sprzeczności
POMOCY!!! Co mam zrobić bo zwariuję!!! [/b] |
|